głodny

Głodny czy głodny?

Czy zdarzyło się Wam zastanowić, dlaczego sięgacie po jedzenie? Czy zadajecie sobie wtedy pytanie – czy jestem głodny? Z jednej strony wydaje się to dosyć oczywiste – jem, bo odczuwam głód. Czasami jednak nie tak łatwo jest odróżnić naszą fizjologię od naszej emocjonalności. Czy jestem głodny fizjologicznie, czy może jednak emocjonalnie? Myślę, że uzmysłowienie sobie tej kwestii może być pomocne szczególnie dla tych osób, które chcą z różnych przyczyn jeść mniej, które chcą odżywiać się świadomiej.

Odżywia czy karmi?

Ostatnio usłyszałam pewne ciekawe zdanie – w kontekście duchowym co prawda – ale wydawało mi się adekwatne do kwestii żywieniowych. Skłoniło mnie ono do zadania sobie takiego pytania – czy to, co jem mnie karmi, czy mnie odżywia? Tutaj jest mowa o decyzji – po co sięgnę do zjedzenia, ale myślę, że śmiało można też to podłączyć pod kwestię decyzji, czy jem z głodu, czy raczej chcę zagłuszyć swoje emocje. Jeśli jestem głodny i jem pełnowartościowy, zbilansowany posiłek, to możemy powiedzieć, że on mnie odżywia. Dostarcza mi potrzebnych składników odżywczych. Jeśli natomiast jest mi – kolokwialnie mówiąc – „źle”, to wówczas jem, żeby się nakarmić (a właściwie, żeby „nakarmić swoje emocje”). Zainteresowanych tematem zajadania emocji odsyłam do mojego wcześniejszego artykułu.

Głodny?

Dobra wiadomość jest taka, że nasz organizm wysyła nam różne sygnały, które pomagają rozróżnić te dwa rodzaje głodu. Warto więc stopniowo wsłuchiwać się w to, co nasze ciało chce nam powiedzieć. Najpierw warto zwrócić uwagę na to, czy mamy ochotę zjeść coś konkretnego. Gdy burczy nam w brzuchu to jesteśmy w stanie zjeść przysłowiowego „konia z kopytami” – prawie wszystko, na co spojrzymy. Nie ma tutaj czasu na to, by szukać wykwintnego dania – zjemy to, co jest najbardziej dostępne. Natomiast w przypadku emocji chodzi nam o zjedzenie czegoś konkretnego, za czym jesteśmy w stanie pojechać na drugi koniec miasta, bo tylko tam to sprzedają. 

Telefon do przyjaciela

Czy wyobrażacie sobie, by – mając pusty brzuch – odbyć kilkugodzinną rozmowę z przyjacielem? Mam jakieś przeczucie, że ta rozmowa nie skończyłaby się zbyt szczęśliwie. Nie moglibyśmy przestać myśleć o jedzeniu, może czulibyśmy wszechogarniającą złość, może zaczęłoby brakować nam sił, nie potrafilibyśmy się skupić na tej rozmowie. Teraz wyobraźcie sobie odwrotną sytuację – mamy w sobie mnóstwo emocji i chcemy zjeść dużo, jak najwięcej, żeby poczuć się lepiej. Gdy w takim stanie zdecydujemy się na dłuższą rozmowę z przyjacielem, najprawdopodobniej nie będziemy potrzebowali już niczego zajeść. Wygadamy się, a to obniży nasze napięcie i będzie konstruktywnym rozładowaniem emocji. 

Co po zjedzeniu? 

Jeśli mój głód wynikał z potrzeb fizjologicznych, to najprawdopodobniej skończę jeść, gdy poczuję się najedzony i będzie musiało znów upłynąć trochę czasu do kolejnego uczucia głodu, w zależności od tego, co i ile zjem. W przypadku chęci zagłuszenia emocji po zjedzeniu różnych produktów mogą pojawić się rozmaite wyrzuty sumienia, tym bardziej, że w takim stanie najczęściej sięga się po te wysokoenergetyczne produkty. W tym scenariuszu trochę ignorujemy nasze odczucia głodu i sytości, bo tak naprawdę jemy, mimo że nie mamy już miejsca w brzuchu.\

Na koniec – uważność

Ten artykuł skłania mnie znów do takiego przekonania, które już nie raz się przewijało w różnych moich wpisach, jak ważna jest w naszym życiu uważność. Pędząc, wielu rzeczy nie zauważymy. Nie zadamy sobie pytań o to, czy jesteśmy głodni, co czujemy, dlaczego jemy. Chwycimy to, co jest pod ręką i pobiegniemy dalej.